Images tagged "vienna-rose-garden-volksgarten"

This article has 0 comments

  1. Po przeczytaniu i oglądnięciu zdjęć wróciły wspomnienia ,dużo się zmieniło i miło je odwiedzić .Tak blisko Krakowa a tak mało ludzi je odwiedza,zamiast siedzieć przy komputerze czy w galeriach lepiej na zielonej trawie urządzić piknik z rodziną .Warto je zobaczyć i odkryć coś nowego.Polecam Blog interesujący oby tak dalej ,trzymam kciuki.

    Odpowiedz
  2. Ostatnio przeglądane wpisy utrwaliły mnie w przekonaniu,że można-opisując wrażenie,prowadzić dobre tempo narracji udokumentowane fotografiami,które uzupełniają treści,znajdujesz piękno tam gdzie inni tego nie dostrzegają.[Piękno jako zespół cech sprawiające przyjemność dla oczu i uszu stworzone przez naturę lub wykonane ludzkimi rękoma,określa kształt,symetrię,proporcję,harmonię i rytm,powoduje,że coś się nam podoba…]
    Trafiają w gusta nie tylko zwykłych ale i wybrednych podróżników i badaczy ciekawych świata…

    Odpowiedz
  3. Kilka słów uzupełnienia

    Oficjalna droga do Uszguli wiedzie przez Mestię (stolicę regionu) – przez Lentechi to tylko dobrym samochodem 4×4 (koniem i motocyklem nawet łatwiej), z dobrym kierowcą i w suchym okresie. Nawet miejscowi jeżdżą tamtędy, kiedy muszą i są dobre warunki. I raczej długo się to nie zmieni, bo spory odcinek jest w zasadzie wyludniony, Lentechi to Dolna Swanetia i inny region administracyjny, a jak rozumiem z opisu, to prace drogowe na odcinku Mestia-Uszguli nie zostały jeszcze zakończone (w 2013 też pracowali nad drogą), więc za drogę o mniejszym znaczeniu nikt nie będzie się brał.

    Do opisu szlaku prowadzącego do lodowca Szchary warto dodać, że ostatni odcinek wiedzie przez połacie kamieni i tam szlak oznaczony jest usypanymi z nich kopczykami, że wcześniej na śmiałków czeka kilka strumieni do przejścia, a jeśli trochę popada, to i drogę z Uszguli przecinają całkiem szerokie strumienie spływające z gór – droga jest przejezdna dla samochodów, jednak około kilometra przed lodowcem kończy się i trzeba iść do samego lodowca na piechotę.

    W stwierdzeniu „wznoszą się tu też czterotysięczniki, takie jak Tetnuldi, Szota Rustaweli i Uszba” zabrakło podania, że „tu” oznacza Swanetię, a nie wspomniane chwilę wcześniej Uszguli. Bo do tych dwóch pierwszych bliżej z Adiszi, a do Uszby bliżej jest z Mestii (z Uszguli to ponad 50 km).

    Ushguli jest nie tylko muzeum – część centralna, wioska Czażaszi (z muzeum, które było zamknięte), jest pod ochroną UNESCO a całe Uszguli stanowi tzw. strefę buforową. W ogóle cała Swanetia została wpisana na listę UNESCO, jednak to właśnie w Uszguli wyznaczono strefę ścisłej ochrony zabytkowego charakteru tego regionu. Jest zatem nadzieja, że chociaż Czażaszi zachowa swój historyczny charakter jeszcze długo.

    Język swański jest uznawany obecnie za najstarszy odrębny język z rodziny języków kartwelskich (https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C4%99zyki_kartwelskie). Co więcej, spotkaliśmy się nawet z teorią, że nazwy niektórych miejscowości gruzińskich mogą pochodzić z języka swańskiego. 🙂

    Jeśli zaś chodzi o sól swańską, to warto wspomnieć, że wśród używanych w tej mieszance ziół są też takie dziko rosnące, co samo w sobie jest dodatkowym atutem. Chociaż może powinienem napisać, że bywają, bo i sól swańska, podobnie jak chaczapuri czy inne tradycyjne, gruzińskie potrawy, ulega silnym wpływom „turystycznej komercjalizacji”. Dla zainteresowanych przepis na sól swańską z jej historią, komentarzami i wariantami – http://obliczagruzji.monomit.pl/przyprawy-gruzinskie/swanska-sol-legendarna-mieszanka-ziolowa-z-gorskich-lak-swanetii (Lela z Gamarjoby też się pojawia 🙂 ).
    I na koniec ważne ostrzeżenie – sól swańska uzależnia! 🙂
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  4. moją kąpiel w Morzu martwym wspominam niezbyt dobrze ale to tylko z własnej winy. Po prostu tego dnia rano ogoliłam nogi, w południe rozmoczyłam skórę w gorących źródłach Hammamet Ma’in (polecam bardzo, świetne miejsce), a wieczorem weszłam do słonej wody i podrażniłam skórę tak, że nikomu nie życzę czegoś takiego 😀

    Sama kiedyś nie korzystałam z takich atrakcji bo wydawały mi się za drogie, ale potem z czasem to się zmieniło. Bardzo podobało mi się na przykład w SPA Blue Lagoon na Islandii (choć po pewnym czasie trochę nudno 🙂 )!

    Odpowiedz
    • O tych gorących źródłach nie wiedziałam, następnym razem na pewno skorzystamy. Moja kapiel w MM tez nie była zbytnio udana, pocharatałam się od dno … do końca wyjazdu była bolesna pamiatka

      Odpowiedz
  5. Świetny wpis i idealny o tym czym się zajmuje – turystyka uzdrowiskowa. Ostatnio mieliśmy wyjazd ze studentami po europejskich uzdrowiskach i atrakcjach geotirystycznych. Ja osobiście jeszcze dopisalabym islandzka Blue Lagoon – znany przystanek w podróży wśród zachodnich turystów oraz, japońskie Onseny <3

    Odpowiedz
  6. Mega fajny wpis! Kurcze, a my mamy w Nowej Zelandii baseny termalne pod nosem, od dwóch miesięcy obok nich mieszkamy i jeszcze nie zaszliśmy tam;d
    Chyba zacznę szukać takich miejscówek na naszej trasie, może coś ciekawego się znajdzie, a to zawsze fajny rodzaj „rozrywki” tak zrelaksować się w ciekawym miejscu:) A w ogóle to z tych, które pokazałaś najbardziej podoba mi się Lądek! Ten basen wygląda pięknie 🙂 I jeszcze włoski wodospad wizualnie fajnie się prezentuje.

    Odpowiedz
  7. Dzięki za ten post i kuszące zdjęcia – sama ostatnio myślałam o wyjeździe do Gruzji i o podobnej trasie, o trekkingu z Mestii do Uszguli i potem na lodowiec. Na razie to sfera luźnych planów, ale na pewno kiedyś zrealizuję! 🙂

    Odpowiedz
  8. Zgadzam się, ja też miałabym mieszane uczucia co do sztuki skupionej tylko na tarocie – w sumie jest to dość dziwny temat dla instalacji. Masz rację, że to daje taki negatywny czar miejscu.

    Odpowiedz
  9. Te rzeźby w fontannie bardzo ciekawe, ale nie powalają. Za to ogród w Toscani po prostu zapiera dech w piersiach! Nie czuliście się , jak Alicja w Krainie Czarów? Dla mnie bomba 🙂

    Odpowiedz
    • Napewno Plansel Selecta Riserva 2013 ale nie jest to slodycz jak np w slodkich tokajach aszu, taka slodycz lekko wyczuwalna. Wszystko przed toba ja dawniej pijalam tylko slodkie ulepki, teraz raczej nie wezme ich do ust 🙂

      Odpowiedz
  10. Ja uwielbiam wina i w sumie tych portugalskich również miałam okazję spróbować, jednak nie w samej Portugalii, lecz w Polsce, po tym jak rodzice przywieźli je właśnie stamtąd. Ciągle obiecuję sobie, że w końcu udam się na jakąś degustację wina, gdzieś na Bałkanach, ale na obietnicach się kończy, bo zazwyczaj nie ma czasu, albo są inne priorytety. Wtedy pozostaje picie wina z butelki lub metalowego kubka, gdzieś obok namiotu 😉

    Odpowiedz
    • No balkanskie wina maja swoj styl.na balkanach czasem odwiedzamy winiarzy. W planach jest nawet jeden artykuły o albanskiej winnicy.ale szczerze na wyjazdach tez zawsze konczy sie na kubkach przy namiocie lub balkonie 🙂

      Odpowiedz
  11. Ja za winami za bardzo nie przepadam, chyba że są słodkie. Deska serów wyglądała apetycznie. Najbardziej z artykułu spodobało mi się to, że pojechaliście tam 3 lata po ślubie. Bardzo romantycznie. Ja męża planuję zabrać kiedyś na lotnisko w Phuket, gdzie się poznaliśmy 🙂

    Odpowiedz
  12. Akurat boli mnie głowa, bo wczoraj wypiłam za dużo wina, ale nie było ono z pewnością tak dobre jak te, o których piszesz tutaj… Wybrałabym się na taką degustację (może niekoniecznie dzisiaj, ale tak ogólnie ;)).

    Odpowiedz
  13. Uwielbiam dobre wina i z portugalskich też udało się znaleźć coś fajnego, choć niestety poza Portugalią… Jak dotąd wciąż nie możemy trafić do tego kraju, a ciągnie nas tam potwornie! Może tą degustacją się skuszę i poszukam jakichś biletów… 😉

    Odpowiedz
  14. Rumunię uwielbiam, a góry Rodniańskie są na szczycie moich miejsc do odwiedzenia. Tylko, że ja wolałabym dłuższą wędrówkę, z noclegiem gdzieś wysoko pod namiotem, ogniskiem i kąpielą w strumieniu. Ale wiadomo, nie z tak małym dzieckiem 🙂 Co to za nosidło macie? Jesteście zadowoleni? Za parę miesięcy sama będę potrzebować, więc już teraz robię rozpoznanie 😉

    Odpowiedz
    • nam tez marzyła się dłuższa wędrówka, ale niestety bez szans ze szkrabem. po pierwsze wymagający był, po drugie nie ma tam za wiele schronisk niestety wiec jak cos to namiot. może kiedyś …. nosidełko niemieckiej firmy MANDUCA, mielismy pożyczone , ale po sprawdzeniu na pewno byśmy kupili bo maly czyl się w nim super. nie zniekształca postawy ciała, nie wzyna się w krocze, jest z solidnego materiału i może być dla maluszka i dla większego dzieciaczka (regulowane).

      Odpowiedz
  15. Matko jedyna, jakże tam jest pięknie! Rumunia mi przebiega przez głowę dość często, ale teraz to chyba będzie mi wiercić ta myśl częściej 😀 Muszę się tam w końcu wybrać 🙂 Fajnie, że od razu podane są namiary na ten domek z przemiłą właścicielką!

    Odpowiedz
  16. Jaką to trzeba mieć kondycje, żeby tak chodzić z dzieciaczkiem 🙂
    Brawo ! 😀

    Fajny wpis, chętnie bym się wybrał w Góry Rodniańskie, nawet nie wiedziałem o ich istnieniu…

    Odpowiedz
  17. Wow!! Aż trudno uwierzyć, że te wszystkie rzeźby powstały z czegoś taki nietrwałego jak piasek. A do tego ten kunszt i umiejętność tworzenia takich detali – robi wrażenie. Nie wiedziałam wcześniej, że tego typu rzeźby mogą być specjalnie utrwalone za pomocą albuminy.

    Odpowiedz
  18. Jakiś czas temu natknęłam się na innym blogu na artykuł na ten temat. Następnym razem będę celować z Portugalią w te daty…bo na ogół jestem tam w różne święta. Swoją drogą polecam spędzić Wielkanoc w Lizbonie – procesje są bardzo spektakularne! 🙂

    Odpowiedz
  19. Pojechaliście tam specjalnie na ten festiwal czy przypadkiem na niego trafiliście? Wygląda to naprawdę niesamowicie! Mnie najbardziej urzekły postaci z „Madagaskaru” 😀 Podejrzewam, że Waszego synka też 😉

    Odpowiedz
    • Trafiliśmy tam przypadkiem, zobaczylismy plakat a potem sprawdziliśmy gdzie to jest. Trafic nie bylo latwo mimo plakatów zero oznaczeń. Tak, Madagaskar był chyba najbardziej pozytywną rzeźbą piaskowa.

      Odpowiedz
  20. Popatrzyłam na ścianę w kuchni…i mi się przypomniało 😉 Bo mam tam wmurowaną taką płytkę przywiezioną z Porto. W azulejo enxaquetado chciałabym drugą łazienkę, ale jako że jestem szczęśliwą posiadaczką jednej, to na razie odpuszczę 😉 I się roztkliwiłam, patrząc na zdjęcia, bo zdarzyło się tam tyle przygód…w innym życiu 😉

    Odpowiedz
  21. Chciałbym zobaczyć te wszystkie arcydzieła w okresie ich największej świetności. To musiało być coś! Chociaż po tylu latach i tak robią wrażenie.

    Odpowiedz
  22. WOW. Ale kolory! Niesamowicie to wygląda. Parę lat temu również miałem okazje oglądać piękne kwiaty w jednym z parków w Singapurze. Tam królowały storczyki 🙂

    Odpowiedz
  23. Pierwsze zdanie i już mnie wciągnęło! A później utonęłam w kwiatach! 😀 Bardzo przyjemny wpis i tyle ciekawych informacji! P.S. Czy książka E Gilbert zaprasza do podróży tak bardzo jak Jedz, Módl się, Kochaj?

    Odpowiedz
  24. 100 odmian tulipanów – nieźle, od razu przypomniało mi się, że Inkowie znali ~4000 odmian ziemniaków;-). Kaukenhof wygląda super, jeszcze nas tam nie było, może kiedyś uda nam się tam dotrzeć;-).

    Odpowiedz
  25. Szlakami bajek 🙂 Fajny pomysł – dla nas zdecydowanie do wykorzystania „kraina” Rumcajsa i poszukiwanie krasnali 🙂 A i tak musiałam wyjaśniać, kto to taki Rumcajs 🙁 Za to Krecika kochamy rodzinnie! Poza tym kusi jeszcze rezerwat przyrody 😉

    Odpowiedz
  26. Rumcajs i Krecik – bajki mojego dzieciństwa 😀 a propos krasnali, to jak byłem kiedyś we Wro (2012…? 😉 ) to też się bawiłem w tropienie, fajne to było 😉

    Odpowiedz
  27. Hi Kori. Karla from Michigan USA. Love your pictures. Can’t read one word…lol. We have a city nearby that holds a Tulip festival. Your pictures are fantastic!!

    Odpowiedz
  28. Eh miałam tam z Wami być, ale niestety praca nie pozwoliła mi wyruszyć na spotkanie blogerów w Cieszynie. I w ten oto sposób, mając prawie 30-tkę na karku, nadal byłam w tym mieście tylko przejazdem…

    Odpowiedz
  29. Spotkanie było mega – już nie mogę doczekać się kolejnego. O szlaku magnolii słyszałem w trakcie spożywania obiadu na ławce w parku, ale nie miałem już czasu aby się nim przejść. Sądzę, że jak ktoś lubi kwiatki to będzie zainteresowany, natomiast „wenecja” bardzo mi się podobała – bardzo klimatyczne miejsce.

    Odpowiedz
  30. Szanowna Pani,
    Z przyjemnością zapoznałem się z Pani artykułem na blogu, i muszę stwierdzić, że zazdroszczę Pani podróży, słońca i klimatu tych miejsc. Sam prowadzę pracownię ceramiki i ocieram się o temat płytek azuejlos, choć przyznaję, że ten temat jest tak rozległy i różnorodny, że naprawdę może wciągnąć na wiele lata. Jeśli zechce się Pani zapoznać z moimi skromnymi doświadczeniami zapraszam na witryny pracowni. Chętnie usłyszę opinię od osoby znającej temat. Z poważaniem. Dawid Wawrzyniak
    http://www.luxform.pl/
    http://kaflemalowane.blogspot.com/
    https://www.facebook.com/LuxFormCeramikaKafle/?ref=hl#

    Odpowiedz
  31. Uwielbiam takie miejsca! Będąc małą dziewczynką po przeczytaniu ” Tajemniczego ogrodu” byłam nim oczarowana i marzyłam, aby choć przez chwilę móc się w nim znaleźć! Teraz mogę spełnić swoje dziecięce marzenie 🙂

    Odpowiedz
  32. pierwsze słyszę o tym miejscu, a prezentuje się jak z bajki! Przepiękne!!! i po raz kolejny czytam na blogach o jakiejś arcyciekawej atrakcji na Dolnym Śląsku, o której wcześniej nie miałam pojęcia… 🙂

    Odpowiedz
  33. Mam słabość do ogrodów więc i palmiarnia mnie nęci. Zamek zresztą też 😉 Masz może zdjęcia centralnego budynku? Chętnie zobaczę jak wygląda teraz 🙂

    Odpowiedz
  34. Nie zdawałam sobie sprawy, że istnieje coś takiego jak Muzeum Lawendy! Niestety, mam alergię i fatalnie na nią reaguję 😛 Od dziecka nie mogę znieść jej zapachu, więc zwiedzenie tego obiektu byłoby chyba dla mnie koszmarem! 🙁

    Odpowiedz
  35. O maj! Jestem oczarowany, zwłaszcza że marzą mi się klasztory pośród pól lawendowych we Francji. Dla takich widoków warto żyć! O muzeum lawendy wszakże nie słyszałem!

    Odpowiedz
  36. chyba jestem jedyną osoba, która nie rozumie szału na lawendę 😉 ale takie muzeum bym z chęcią odwiedziła, bo wydaje się ciekawe, a i może bym się przekonała 🙂

    Odpowiedz
  37. W Kirgistanie byłem rok temu. Niestety z powodu dosyć poważnej kontuzji nie byłem w stanie zobaczyć tych wszystkich pięknych widoków. Zazdroszczę Ci niesamowicie i… trochę przez to nie lubię 😉

    Odpowiedz
  38. jednak wielki błąd zrobiłam jadąć do Kirgistanu w listopadzie, bo takich widoków nie widziałam! A naprawdę robią wrażenie!!! Musze tam wrócić koniecznie, tym bardziej w lepszych okresie 🙂

    Odpowiedz
  39. Dla takiego widoku warto się pomęczyć! Chociaż z tego co czytam pogoda dała Wam popalić. Ale jezioro i okolice mistrzostwo świata szczególnie, że te rejony są mi kompletnie obce.

    Odpowiedz
  40. Co za przygoda :). Inaczej jest się gubić a miescie a inaczej w gorach. Właściwie lubię nieoznakowane szlaki ;). Tylko warunki pogodowe muszą byc ok.

    Odpowiedz
  41. Super widoki, aż chce się tam być! Trasa wyrysowana na tablicy informacyjnej.. no cóż:) Czyli kolejny kraj, w którym muszę się pojawić.

    Odpowiedz
  42. Widoki, dla których trzeba przelać trochę potu, zawsze zwalają z nóg! Super wyprawa i te gorące źródła z radioaktywna wodą brzmią zachęcająco:D

    Odpowiedz
  43. „Wejście na szczyt zajmuje około godziny i jest bardzo ciężki bez specjalistycznego sprzętu. Sprawę utrudnia to czym ta góra jest pokryta. Miałki żwirek nietrzymający się kupy.” – nie wiem jaki specjalistyczny sprzęt masz na myśli, moim zdaniem zwykłe kije trekkingowe pewnie by pomogły. 😉 Tak czy siak, warto było się wdrapać, bo widoki wprost genialne! 🙂
    3800 m to już spora wysokość – mieliście jakieś problemy aklimatyzacyjne czy poszło gładko?

    Odpowiedz
    • problemów aklimatyzacyjnych raczej nie było, spędziliśmy noc na wysokości prawie 3000 mnpm wiec może to pomogło. Specjalistyczny,hm… miałam raczej na myśli jakiś czekan, coś czym można by było się wbić w ten żwirek, a nie palce 😉

      Odpowiedz
  44. Cudowny ten widok na jezioro, ale zdjęcie z pionowej ściany pokrytej żwirkiem mrozi mi krew w żyłach. Powiem szczerze, że chyba spanikowałabym na takim podejściu, że spadnę 🙂

    Odpowiedz
  45. O jesu, jak tam pięknie, a jak ciekawie wyszłyby zdjęcia zrobione 360, to byłaby panorama wow. I te dziwne kwiaty do mnie przemówiły acz musiałam im się wnikliwie przyjrzeć 😉 To wyprawa wam się udała 🙂

    Odpowiedz
  46. Niecodzienna historia kobiety, warta naśladowania (po raz kolejny udowodniła, że kobiety to nie słaba płeć i super!!!. Ale najbardziej pozazdrościć trzeba: widoków, gór dziewiczych i przejrzystych wód w jeziorze… ” szczególnie gdy się mieszka w Krakowie 🙂

    Odpowiedz
  47. Świetna relacja! Aż chce się podróżować! Nic tylko się zmobilizować i wyruszyć!
    Robisz świetną robotę dzieląc się swoją wiedzą, która jest bezcenna dla osób które dopiero zaczynają przygodę z podróżowaniem.Śledząc Twojego bloga można naładować się pozytywną energią!

    Odpowiedz
  48. Zauroczyła mnie panorama nietuzinkowych gór,jezioro,tamtejsza flora i mieszkający tam ludzie.Barwne opisy,niekiedy z humorem przybliżają nam sposób bycia, postrzegania innych nacji, dowiadujemy się o ich zwyczajach,rozrywkach,czy zabawach,miło że Pani Tatianie się udało.Nie polecam zalotów przez uwięzienie przyszłej” panny młodej”. Wyrażam współczucie w związku z wyczerpaniem organizmu podczas wspinaczki na górę po 6,5godzinach wędrówki.

    Odpowiedz
  49. Zauroczyła mnie panorama nietuzinkowych gór,jezioro,tamtejsza flora i mieszkający tam ludzie.Barwne opisy,niekiedy z humorem przybliżają nam sposób bycia, postrzegania innych nacji, dowiadujemy się o ich zwyczajach,rozrywkach,czy zabawach,miło że Pani Tatianie się udało.Nie polecam zalotów przez uwięzienie przyszłej” panny młodej”. Wyrażam współczucie w związku z wyczerpaniem organizmu podczas wspinaczki na górę po 6,5godzinach wędrówk

    Odpowiedz
  50. Magnetyczna relacja osoby, której pasją są podróże, co ukazuje każde zdanie przepełnione ciekawością świata, nie tego komercyjnego z biur podróży, ale tego prawdziwego, z życia wziętego, nieodstępnego dla pospolitego turysty. Nigdy nie myślałam o Kirgistanie, jako o celu mojej podróży, ale po przeczytaniu tego barwnego opisu, chcę tam być, chcę to zobaczyć i chcę to przeżyć. Dobre zdjęcia pozwalające uchwycić tamtejszą dzikość klimatu i jednocześnie naturalność oraz prostolinijność bohaterki. Tego chcemy więcej, dziękując serdecznie 🙂

    Odpowiedz
  51. Niesamowite miejsce pod wieloma względami i ciekawe spojrzenie przez pryzmat osobistej historii Tatjany. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się tam wybrać! Jak najłatwiej dostać się tam z Polski?

    Odpowiedz
  52. Oj tak! Tam w Kirgistanie koncept małżeństwa jest zupełnie odmienny od naszego. 25 lat to taka górna granica. Potem wszelkich kawalerów (o pannach nawet nie wspominając) odsyła się do Polski 😉 Tak mi powiedziano, kiedy próbowałem wyjaśnić że nie mam jeszcze żony 😛

    Kirgistan jest przepiękny i ma olbrzymi potencjał turystyczny!

    Odpowiedz
  53. A tak niedawno robiłem timelapsy nad Issyk – Kul! Szkoda, że nie dowiedzieliśmy się o Tatjanie wcześniej – teraz przemierzamy już Rosję. Kirgistan uważam za najpiękniejsze państwo na naszej trasie 🙂

    Odpowiedz
  54. Ja też tam byłam ,trasa do przejścia pełna niespodzianek,dla pulchnych osób w niektórych miejscach sprawia dużo trudności, a dla dzieci dużo radochy,tylko pogoda musi być.

    Odpowiedz
  55. Byłam, zwiedzałam i jestem pod wrażeniem,ogrody królewskie coś pięknego a jeszcze do tego w niektórych dzieci mogą podlewać kwiaty i zioła to dopiero frajda, a jazda na rowerze po pięknych trasach krajobrazowych i piwniczkach winnych to dopiero frajda.Filmy czeskie lubię oglądać ,zawsze pełne komizmu można się pośmiać.

    Odpowiedz
  56. Ale cudeńka! W Toruniu to ostatnio był zjazd właścicieli BMW – dużo hałasu i korków, a samochody najstarsze to chyba z lat 90 :/ pamietam tez kilka lat temu zlot maluchów i rok temu starych citroenów. Piękny to był widok 😀

    Odpowiedz
    • Fajnie pooglądać jak to kiedyś się jeździło. Poszliśmy tam głównie ze względu na małego. Utrapienie ! Na każdy motor chciał wsiąść i do każdego samochodu …

      Odpowiedz
  57. Przepiękne te przypałacowe ogrody. Rzeczywiście, macie rację widoki jak w Toskanii, szczególnie ta winnica na zdjęciu i uroczy drogowskaz. 🙂 Z przyjemnością powłóczyłabym się po tej okolicy na rowerze.

    Odpowiedz
  58. Ojej ile pięknych zamków, słyszałem sporo o Morawach ale nie pomyślałem nawet że jest tam tyle atrakcji. Sam byłem tylko w Brnie, autostopem, może by tak kiedyś ruszyć w Morawy, bo wyglądają naprawdę zachęcająco.

    Odpowiedz
  59. Byłam tam wino i herbatę ziołową piłam i podziwiałam te małe domki ja je nazwałam „winne”
    a jazda rowerem po okolicy Moraw to miłe przeżycie,warto pojechać polecam .

    Odpowiedz
  60. Mieszkając w Wiedniu wiele razy przejeżdżałam przez Morawy, głównie autostradą na Brno do Mikulova albo przez Breclav. Zawsze kusiło mnie by spróbować tamtejszych win, ale jakoś nigdy się nie złożyło. Ciekawa jestem co dobrego tam mają i jak wina wypadają w porównaniu do austriackich.

    Odpowiedz
  61. Aż wstyd się przyznać, ale tam mnie jeszcze nie było, trzeba będzie się wybrać, by zasmakować przysmaków naszych południowych sąsiadów:-).

    Odpowiedz
  62. Oooo byłam w Cejkovicach dwa lata temu na jeden wieczór pełen wina i noc. Śliczne miasteczko! 🙂 Kolację mieliśmy w jednej z piwnic win, ale dosłownie w piwnicy, pod ziemią. Przepysznie było…

    Odpowiedz
  63. Odkąd byłam w Czechach na Erasmusie i próbowałam świeżego burčáka, mam wielką ochotę na zwiedzenie czeskich winnic. W tym roku będzie ciężko, ale może za rok…. Będę pamiętała o Cejkovicach! 🙂

    Odpowiedz
  64. ostatnio mam wrażenie, że Morawy się coraz modniejsze robią. Ale to bardzo dobrze, tam tak przeuroczo jest! I wina takie fajne mają, chociaż jeszcze póki co mało u nas znane 🙂 az sama bym sie tam z chęcią wybrała!

    Odpowiedz
  65. Świetny wpis, akurat na czasie, gdy dynia jest podstawą naszych jesiennych stołów. Z przyjemnością bym pojechała kiedyś na taki jesienno dyniowy festiwal. Zwłaszcza do Pragi

    Odpowiedz
  66. No o tym to jeszcze nie słyszałam, dobre:) jak słyszę hasło TOALETA, to od razu myślę o Chinach i smrodzie z jakim nigdzie indziej na świecie się nie spotkałam..

    Odpowiedz
  67. Ciekawy wpis,bo dynia u nas przeżywa renesans,w latach 60 dynię sadzili prawie wszyscy i jadało się tylko zupę z dyni bo było mało przepisów ja też nie przepadałam za dynią ,teraz gotuję zupę choć nie wszyscy u mnie jedzą i robię konfitury.W Pradze byłam ,podziwiałam coś pięknego może u nas to też się rozwinie.

    Odpowiedz
  68. Jak miło wspominać w te jesienne dni wycieczkę na Morawy,a zwłaszcza miejscowość Kromieryż,piękny zamek i jeszcze piękniejsze ogrody,można chodzić i chodzić albo usiąść na chwilę i pomarzyć o tych ogrodach jeżeli się lubi kwiaty i krzewy i jak to było fajnie w tamtych czasach,bo marzenia nie kosztują ale budzą nadzieję że może tam pojedziemy

    Odpowiedz
  69. Jakby nie patrzeć, to toalety to przecież genialny pomysł na tematykę muzeum! Sama pewnie w życiu bym na niego nie wpadła, ale gdy tylko przeczytałam tytuł, to wiedziałam, że muszę przeczytać Twój tekst 😀 Choć przyznam, że ciekawostki z drzazgami i drewienkami do podcierania nie były zbyt przyjemne, ale bardzo ciekawe ;)))

    Odpowiedz
  70. Własnie wróciłem z wędrówki opisywanem szlakiem – siedzę w pensjonacie w Viseu de Sus i piszę te słowa: widoki przepiękne, pogoda wspaniała; POLECAM !!!!

    Odpowiedz
  71. Pomysł na muzeum wprost rewelacyjny i jak przystało na Czechów mocno nietuzinkowy. Generalnie ludzka fizjologia jest od początku taka sama i problem wypróżniania raczej od zarania dziejów był istotną kwestią, czy to na królewskim dworze, czy w domu prostego chłopa. Stąd spojrzenie na historię świata z perspektywy toalety to według mnie rewelacyjna idea. I na pewno, jak zajrzę do Pragi, to skieruję się do Muzeum Toalet właśnie. 😉

    Odpowiedz
  72. Ale miejsce! I pomyśleć, że mieszkałam w Pradze prawie rok i nigdy o nim nie słyszałam. Trzeba będzie nadrobić ten błąd 😀
    A piwo za 30 koron można (na szczęście) znaleźć w wielu praskich knajpach. Wystarczy zboczyć z głównych, turystycznych szlaków 🙂

    Odpowiedz
  73. Ciekawy pomysł na muzeum, ale mozna było trochę fajniej przedstawic te toalety. Mam wrażenie, że eksponaty gniota się na tej przestrzeni. Ciekawe informacje dotyczące historii.

    Odpowiedz
  74. Patrze na ten pierwszy od dawna śnieg, który pada za oknem i mam przeogromną ochotę wyskoczyć do takich term! Zmiany, jakie dostrzegasz, są też zmianami jakie zachodzą również w nas – wymagamy coraz więcej i lepiej.

    Odpowiedz
  75. O proszę, w Keżmarku byłam kilka razy, ale o Vrbovie pierwsze słyszę! A tak ciekawie brzmi i wygląda! Kolejnym razem i tam muszę zajechać. Uwielbiam te małe słowackie miasteczka!

    Odpowiedz
  76. Muszę przyznać, że dość specyficzne wybraliście miejsce na wypoczynek. Mała, galicyjska miejscowość, zupełnie niepodobna do niczego – gdyby nie te wody termalne, obawiam się, że turyści raczej omijaliby ją wielkim łukiem. Takich małych miasteczek na Słowacji jest bardzo dużo, dlatego ciężko mi zrozumieć komentarze nazywające to miejsce „perełką”. Ale oczywiście wszystko jest kwestią gustu 😉 i wierzę, że na Wierzbów będą amatorzy – jak chociażby Kami powyżej 🙂

    Odpowiedz
  77. Nigdy nie byłam w takim typie basenu, chociaż myślę o tym od dawna, ale jakoś nigdy nie jestem w okolicy. Słowację bardzo lubię, np. w tym roku odkrywaliśmy uroki Małej i Wielkiej Fatry. Oprócz gór i walorów natury, podobają mi się właśnie takie miasteczka jak opisywany przez Ciebie Vrbov.

    Odpowiedz
  78. W tamtych okolicach miałam okazję odwiedzić tylko Starą Lubovną ale zapałałam ogromną miłością do tego rejonu. Mam nadzieję, że kiedy już zrobię to prawko to wyruszę na ponowną wycieczkę 🙂

    Odpowiedz
  79. To region Polski, który od dawna chciałam odwiedzić, ale zawsze mi nie po drodze.
    Troszkę szkoda, że z Muzeum Dobranocki powstała taka nudziarnia, polegająca na pochowaniu postaci z bajek w gablotach. Można by z tego zrobić mega interaktywną atrakcję, zamiast „martwej” wystawy. Może kiedyś…

    Odpowiedz
  80. Roztocze jest piękne! Pamiętam, jak na studiach dostałam właśnie ten region do opracowania. Nie mogłam się nadziwić, jakie skarby skrywa ten zakątek! 🙂 A no i prawda, najfajniejsze podróże rodzą się spontanicznie! 😀 Pozdrawiam

    Odpowiedz
  81. Do odkrycia ciągle przede mną…Chyba zostawię sobie na deser, bo mam wrażenie, że stamtąd nie wyjadę. Z jednej strony cieszy mnie, że te rejony są coraz częściej odwiedzane, ale z drugiej smuci, że ciągle mało osób obiera ten kierunek podróży w Polsce. Profilówka wymiata!

    Odpowiedz
  82. Szopki Krakowskie kojarzą mi się z dzieciństwem. Gdy byłam małą dziewczynką, wraz z mamą pojechałyśmy do Krakowa, żeby oglądać wystawę szopek. Byłam nimi zachwycona i ten zachwyt pozostał ze mną aż do teraz. Niewątpliwie są małymi dziełami sztuki i chyba nikt nie może przejść obok nich obojętnie.

    Odpowiedz
  83. Ta wenecka zdecydowanie najbardziej przypada mi do gustu 🙂 Sam nie praktykuję pielgrzymowania do szopek, ale przyznaję, że to piękne zjawisko, wymagające uwagi! Muszę sprawdzić czy Wrocek oferuje podobne dobrodziejstwa!

    Odpowiedz
  84. Idealnie trafiłam. W tym tygodniu wybieram się szukać naszych krakowskich szopek. Bardzo podoba mi się nowy zwyczaj rozstawiania ich w różnych punktach miasta 🙂 Jak tylko ogarnę wszystkie spotkania przedświąteczne to biorę statyw i w drogę 🙂

    Odpowiedz
  85. Tylko pozazdrościć wam wyprawy na Roztocze nigdy tam nie byłam ale może kiedyś się wybiorę,
    ale byłam kilka lat temu w Kamiannej koło Krynicy Górskiej tam też jest skansen nie wiem jak teraz to wygląda,wpis ciekawy i pouczający, a co do Krakowa to też mam swoje przemyślenia

    Odpowiedz
  86. Oglądając i czytając ten wpis to się rozmarzyłam ,to były czasy co roku była wystawiona jedna szopka z poza Polski, szło się oglądać z przyjemnością ,nasze też są ciekawe,ja lubię oglądać ruchome szopki ale w Krakowie jest ich mało,ale na pewno z wnukiem pójdę moim ulubionym szlakiem szopek tradycję należy podtrzymywać,tylko musi nie być smogu,

    Odpowiedz
  87. Zawsze lubiłam i lubię te święta to taki magiczny czas i u nas i w innych krajach,dlatego te szopki są bajeczne z przyjemnością je oglądnełam.

    Odpowiedz
  88. Życie jak w bajce tylko szkoda że się szybko kończy,chciałabym tam zamieszkać bo lubię takich ludzi jak opisujesz, lubię porządek, wino , kawę i dobre jedzenie oraz pogoda.

    Odpowiedz
  89. Ja tez bardzo polubiłam te wyspę, na innych jeszcze niestety nie byłam. Najbardziej lubię sielankowy krajobraz przywołujacy na myśl spokojne, bezstresowe, powolne życie …

    Odpowiedz
  90. Niesamowicie się ogląda szopki, które powstały w miejscach wiecznej wiosny :), ale kunsztem nie mogą się chyba równać z krakowskimi.

    Odpowiedz
  91. Jestem pod wrażeniem, przez pewną chwilę wydawało mi się, że sam podróżuję po wyspie – rzeczywiście jest co podziwiać !
    J.S.

    Odpowiedz
  92. Oglądając wrażenia z waszej podróży to tylko pozazdrościć zwłaszcza gdy Kraków tonie w wielkim SMOGU,ta zieleń i te widoki coś pięknego jestem pełna zachwytu.

    Odpowiedz
  93. Wszystko jest obłędne,zamknąć oczy i tylko marzyć,ale najbardziej czarodziejski jest Ogród Botaniczny, Park kaktusów, Ogród Markizy i wydmy,cóż szczęśliwi ci którzy tam byli i podziwiali jeszcze dodam że smakowicie wygląda. stragan z owocami cytrusowymi

    Odpowiedz
  94. Rum Arucas najlepszy na przeziębienie – dobrze dodać go do herbaty 🙂 Na Gran Canarii byłam krótko i widzę, że mam jednak sporo do nadrobienia, Odwiedziłam stolicę wyspy (przez strajk kontrolerów lotów nawet 2 razy :D) oraz jaskinie guanczów, a tu jeszcze tyle do zobaczenia! Pewne jest jedno, ci, który uważają Wyspy Kanaryjskie jedynie za cel wycieczek plażowiczów bardzo się mylą 🙂

    Odpowiedz
  95. Kawa, rum i pomarańcze! Od raz wiedziałam,że to wpis dla mnie! Do tego dorzucić słonce, gościnność, powolne życie i piękne pejzaże i chyba już niczego nie braknie do szczęścia

    Odpowiedz
  96. Widzę, że coraz więcej osób odczarowuje Kanary. Nie spodziewałam się, że jest tam aż tyle do zobaczenia poza plażami 🙂 Może kiedyś się wybiorę 🙂

    Odpowiedz
  97. Uwielbiam Wyspy Kanaryjskie! <3 Moja ulubiona to Lanzarote, ale widzę, że ta również obfituje w wiele atrakcji :). Ach, od razu zrobiło mi się cieplej w tym pochmurnym Reykjaviku :). Na pewno będziemy pamiętać o tym wpisie przed podróżą na Gran Canarię, a jest to bardzo prawdopodobne, że udamy się tam już niedługo :).

    Odpowiedz
  98. Tyle dobrego już słyszałam o Gran Kanarii, że chyba się przełamię. Myślimy o tych rejonach na następną zimę – by wygrzać się lub przynajmniej zmienić klimat na łagodniejszy, póki w Polsce będzie szaro, buro i ponuro.

    Odpowiedz
  99. Byłem tam raz, oprócz źródeł to jednak mało popularna miejscowość. Ciężko sobie wyobrazić, że kiedyś tętniło życiem i było tak ważne.

    Odpowiedz
  100. Miód dobry na wszystko. Dobrze, że są takie gospodarstwa i produkcja własna, a nie sprowadzane wszystko z „poza Unii” lub Chin

    Odpowiedz
  101. Jestem z Wilna. Mam 74 lata! Znam dobrze o zbrodniarzach Ypatyngas Burys w Ponarach! Bardzo dziwi, ze w Polsce wcale nie interesuje sie oraz malo wiedza i staraja sie umilczac o zbrodniach litewskich ochotnikow, ktorych nikt nie zmuszal, ale oni sami, wedlug wlasnego wyboru, dokonywali bestialskie mordy bezbronnych kobiet, staruszek, dzieci, ksiazy, tylko za to ze byli polakami!?!

    Odpowiedz
  102. Aaaa! Byłam na tym samym festiwalu.
    Przeraziły mnie nieco tłumy ludzi i kiczowatość niektórych stoisk, które sprzedawały wszystko jak szło – nie do końca pasował mi ten „bazar” do wnętrz zamku.
    Mam nadzieję wrócić kiedyś w spokojniejszym terminie 😉

    Odpowiedz
  103. Uwielbiam palmiarnie! Choć widziałam już palmiarnie w takich miejscach jak Wiedeń i Tokio, nasza palmiarnia w Łodzi najbardziej mi się podoba. Chętnie odwiedzę też tą w Lubiechowie 🙂

    Odpowiedz
  104. Fioletowe – moje ulubione. Szkoda, że ze zdjęć nie czuć jak pachną! Ja zawsze najpierw obwąchuje wszystkie moje fotografowane obiekty w takich miejscach, jak to 😉

    Odpowiedz
  105. Byłam tam kiedyś i szczerze mówiąc jeśli ktoś dobrze nie zna książki to park nie spodoba mus się w ogóle. Można by go zrobić bardziej interaktywnym 🙂

    Odpowiedz
  106. Byłam tm,coś urokliwego aż trudno uwierzyć w taki tajemniczy ogród w centrum miasta,jeżeli kiedyś będziecie w Pradze warto tam pójść i odpocząć po trudach zwiedzania i podumać nad swoim życiem

    Odpowiedz
  107. Pingback: Renesans ziołolecznictwa – Pisane kwiatami

  108. Gran Canaria pod względem widoko i różnorodności tras jest fantastyczna na rower. z jego wypożyczeniem faktycznie nie ma problemy, a ceny nie sa wysokie. na miejscu w wypożyczalniach chętnie pomagają dostosować rower do klienta.polecam

    Odpowiedz
  109. Jestem byłym mieszkańcem Ponar. Mieszkałem tam do roku 1945 do miesiąca maja w miesiącu tym z kartą ewakuacyjną transportem kolejowym przewieziony z rodzina zostałem do Zbąszynka. Na tej stronie jest cała prawda o tym miejscu. Mieszkałem w Ponarach przy placu Mickiewicza numeru nie pamiętam, był to drugi dom od bocznic kolejowych na które przywożone były wagony – przeważnie z Zydami na rozstrzelanie do lasu. Prowadzeni byli przez strzelców ponarskich t.zw. szaulisów – litewskich ochotników do lasu na drugą stronę torów przez przeejazd kolejowy którego już brak,, w tym miejscu jest kładka nad torami. Naszego domu już nie ma w tym miejscu są tory kolejowe.

    Odpowiedz
  110. Miło powspominać ,to super sprawa nie trzeba jechać do Francji czy Włoch żeby napić się dobrego wina.Słowacja z roku na rok prezentuje się coraz lepiej,przy takiej pogodzie to aż miło wypić lampkę tego wina.Do następnego roku gorąco polecam

    Odpowiedz
    • Hej, nocowaliśmy w Altyn Arashan (namiary na samym dole postu)i tam zostawiliśmy duże plecaki. Na trekking wzięliśmy tylko małe plecaki mniej więcej 20L.

      Odpowiedz
  111. Ustka , miłe wspomnienia ,we wrześniu spokój mało wczasowiczów i przy dobrej pogodzie jest gdzie spacerować , zjeść rybkę i napić się dobrej kawy czy herbatki

    Odpowiedz
  112. Na mnie azulejos zrobily tak silne wrazenie, ze po powrocie z Portugalii zaczelam je malowac sama. Zaczelam od swojej kuchni i korytarza i dalej maluje. Ich piekno naprawde wciaga i uwodzi! 🙂

    Moje prace mozna znalezc na Facebooku facebook.com/azul.portugalskie.kafelki/

    Odpowiedz
  113. Też tam byłam i zauroczyło mnie to miasto, dużo zieleni i kwiatów, pyszną kawę tez piłam,
    a czytając teraz wpis rozmarzyłam się.

    Odpowiedz
  114. Wakacje coraz bliżej , więc po przeczytaniu ciekawej wyprawy można zaplanować taki wyjazd , podobne do naszych gór ale inne i nie ma tyle atrakcji.

    Odpowiedz
  115. Witaj:)
    Trafiłam tutaj zupełnie przypadkowo, ale bardzo podoba mi się Twój blog i pewnie zagoszczę na dłużej:)
    Pozdrawiam i zapraszam również do siebie:)

    Odpowiedz
  116. Mile wspominam pobyt w Ustce, długie spacery wzdłuż plaży, rozległe widoki z wysokości latarni morskiej na wzburzone morze, port, wypływające kutry na połowy, miasto i wszędzie obecne mewy nawet w rybnych barach. S.J.

    Odpowiedz
  117. Kori, kilka uściśleń jeśli pozwolisz. Pratelstvi to przyjaźń, przyjaciele to pratele po czesku. Warto dodać, że 4 odmiany wchodzące w skład to pinoty, odmiany francuskie, na morawach nazywają się inaczej, są winifikowane osobno i składane w kupaż po fermentacji. Jiri, nie Jizi ma na imię mój przyjaciel ;-). Szkoda, że nie wspomniałaś o Petrze Kocariku, to absolutna gwiazda czejkowickiego winiarstwa. Pozdrowienia 🙂

    Odpowiedz

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close