Vrbov – gorące źródła i spiska historia

Posted By on 8 listopada 2016

Takich wiosek jest mnóstwo, rozsianych po Słowacji. Małe, z jednym kościółkiem, mały ryneczek, na ulicach – czy raczej ulicy prawie w ogóle nie ma ludzi. Obowiązkowo knajpa z piwem otwarta po 17 i mały lokalny sklepik czynny do 15:00. Niektóre miejscowości popadły by w zapomnienie gdyby nie fakt, że mogą pochwalić się fantastycznym położeniem tak jak Vrobv. Od północy Kieżmark, a stąd już tylko rzut beretem w Tatry, od wschodu i południa dojedziemy do Popradu. Niedaleko też do Słowackiego Raju. Miejscowość znana czy też nie, oferuje baseny termalne – Aquapark. Zaczęliśmy tam jeździć jak jeszcze o modnych Aquaparkach nikomu się nie śniło. Wszystko było jak z głębokiej komuny – betonowe, obskubane ściany basenów, brunatna woda, cuchnące opary pary. Szatnia miała może 20 metrów kwadratowych, dwa prysznice. Za okienkiem siedziała Pani szatniarka. Jedna na dwie szatnie – męską i damską, więc nieraz trzeba było poczekać. Z szatni prowadził chodnik do basenów, trzeba było przejść jakieś 50 metrów. Smaczku dodawał mróz. Jak szybko można przebiec do gorącej wody w siarczysty mróz? W basenach nie było limitu czasowego, po 17 zniżka. Tanio bo płaciło się w koronach słowackich. Najfajniejszy klimat zaczynał się wieczorem, kiedy baseny były ledwie oświetlone, ludzi mało. Raz pamiętam parę, która do basenu przyniosła szampana i kieliszki, częstowali wszystkich. To była ich rocznica.

Za pierwszym razem ciężko było znaleźć wjazd na malutki parking, kręciliśmy się w kółko tej malutkiej miejscowości i nie mogliśmy utrafić. Niby para wodna widoczna była z daleka, ale nie było to proste. Tak zresztą było do niedawna. Teraz jest ogromny baner reklamowy.

Tak było kiedyś, klimatycznie i nastrojowo. Niestety wszystko idzie z duchem czasu, źródła zrobiły się coraz bardziej popularne, najwięcej odwiedzających Polaków jest Nowego Targu, Zakopane i okolicznych miast. Aquapark z daleka świeci, zachęca. Dla tych co nie lubią brunatnej wody są dwa baseny z czystą, dla lubiących poszaleć trzy kolejne ze zróżnicowaną temperaturą. Bramki, limit na czas pobytu, barek, prysznice, itd. Jest mniej przytulnie, ale na pewno z biznesowego punktu widzenia jest lepiej i higienicznego też. Termalne kąpielisko jest flagową atrakcją miejscowości. Wody lecznicze pomagają na reumatyzm, układ ruchu, a dodatkowo relaksują. Nam pomaga, nie wiemy jednak czy ze względu na zawartość składników mineralnych, czy jest to po prostu efekt placebo.

Zastanowiła mnie jedna rzecz. W przewodnikach i broszurach nazwa Vrbov to Wierzbów, co oznacza, że miasteczko musiało mieć jakiś związek z Polską. Ponadto swoje odpowiedniki ma też w językach: niemieckim (Menhardsdorf) i węgierskim (Menhard). Według atlasów znajduje się na Spiszu, należy do Pogórza Lewockiego. Otóż tereny te od X wieku do I połowy wieku XIII znajdowały się pod berłem Polski. Następnie przeszły pod władanie Węgier, a w 1412 roku miasto Wierzbów weszło do tzw. Zastawu spiskiego (umowa zawarta 8 listopada 1412 w Zagrzebiu pomiędzy królem węgierskim i niemieckim Zygmuntem Luksemburskim a królem Polski Władysławem Jagiełłą), jako jedno z 13 miast spiskich obok Biała Spiska (Spiska Bela), Lubica (obecnie dzielnica Kieżmarku), Matejowce, Nowej Wsi Spiskiej, Popradu, Spiskiej Soboty, itp. Przez około 350 lat miejscowość znajdowała się w jurysdykcji Polski, czyli do 1769 roku. Fakt ten upamiętnia kolumna, zabytkowa zresztą, wraz z rzeźbą Maryjną ustawioną przed kościołem. Takie pomniki znajdziemy w każdym z 12 miast spiskich. Zadzierając głowę do góry ukazuje nam się Niepokalana Maryja  w złotej aureoli z promieniami i dwunastoma gwiazdami. Wszystko ma znaczenie symboliczne. Niestety obecna rzeźba to kopia. Więcej na temat Zastawu spiskiego znajdziesz tutaj TUTAJ

Mapa zastawu spiskiego - źródło Wikipedia

Mapa zastawu spiskiego – źródło Wikipedia

Miło jest przejść się ulicami Vrbova. Ryneczek, niedawno odrestaurowany, otoczony jest zabytkowymi domami mieszkalnymi, w centralnym punkcie znajduje się kościół rzymskokatolicki św. Serwacego (styl romański, przebudowany w stylu gotyckim, a następnie renesansowym. Kościół pochodzi z II pol. XIII wieku) i dzwonnica. Uwaga, niektórzy mogą mieć dejavu – dzwonnice takie jak ta można znaleźć w innych rejonach Spisza, stąd budowle dostały nazwę „dzwonnice spiskie”. Niestety kościół zawsze jest zamknięty kiedy mamy chwilę na odkrywanie okolicy. Jest to jedyny na Słowacji kościół pod wezwaniem tego świętego. Św. Serwcy przedstawiony jest jako biskup z berłem w jednej ręce, w drugiej dzierży klucz, który wg legendy podarował mu św. Piotr. Św. Serwacy jest również symbolem miasta. Na pieczęci z XIV wieku umieszczonej na chrzcielnicy w kościele figuruje ten święty. Wita on nas również przy wjeżdżaniu do miejscowości z każdej strony. Herby wykonane z drewna, w zachęcającym czerwonym kolorze, aż miło wjeżdżać do miasteczka.

Vrbov ma również drugi kościół – ewangelicki. Ewangelicy dostali pozwolenie na budowę kościoła w 1783 roku. Obecnie nieużywany ponieważ w miejscowości jest bardzo mało ewangelików.

Idę wokół kościoła, zadbane obejście. Cisza przerwana biciem dzwonu na pełna godzinę. Dochodzę do niewielkiego cmentarza. Mnóstwo tu grobowców, no jak na cmentarzu. Jednak większość odnowiona lub całkiem nowa. Szukam jakiś perełek sprzed wieku. Ciężko. Bliżej muru poustawianie w rzędzie, jak na komendę, strzeliste nagrobki. Wszystkie należące do Niemców lub potomków osadników niemieckich. Stąd też roztacza się widok na góry – piękne i majestatyczne. I nachodzi mnie taka refleksja, jak to miło leżeć w takim miejscu, wśród szumu drzew, śpiewu ptaków i widoku na góry. Jest akurat 1 listopada. U nas święto i wolne od pracy. Na Słowacji to dzień jak co dzień, niektórzy tylko wybierają się na cmentarze, składają wieńce. Handel wiązankami kwitnie, ale tylko w dużych miastach, np. Kieżmarku. We Vrbovie nie ma możliwości kupić nawet znicza. Nie ma kramów, cukierków, misiów, horągiewek i całego blichtru który zawsze mnie w to święto wkurza.

Wróćmy do kąpieliska – obok jest duży staw rybny więc w wolnej chwili można połowic ryby, chociaż nie wiem jak to jest z prawem rybackim na Słowacji. Niedaleko miejsca gdzie jest parking dla autokarów było kiedyś lodowisko. Teraz pozostał po nim jedynie nikły ślad w postaci ogrodzenia. Stad moim zdaniem rozpościera się najładniejszy widok na Tatry. Bo właśnie widok na te góry jest tu czynnikiem najfajniejszym.

Wybudowano również ścieżkę rowerową z Vrbova do Kiezmarku – 9km, ale to przetestujemy następnym razem 😉

 

Spodobał ci się tekst? Masz uwagi lub komentarze? Podyskutuj, polub, skomentuj. Dziękuję!

This article has 12 comments

  1. Patrze na ten pierwszy od dawna śnieg, który pada za oknem i mam przeogromną ochotę wyskoczyć do takich term! Zmiany, jakie dostrzegasz, są też zmianami jakie zachodzą również w nas – wymagamy coraz więcej i lepiej.

    Odpowiedz
  2. O proszę, w Keżmarku byłam kilka razy, ale o Vrbovie pierwsze słyszę! A tak ciekawie brzmi i wygląda! Kolejnym razem i tam muszę zajechać. Uwielbiam te małe słowackie miasteczka!

    Odpowiedz
  3. Muszę przyznać, że dość specyficzne wybraliście miejsce na wypoczynek. Mała, galicyjska miejscowość, zupełnie niepodobna do niczego – gdyby nie te wody termalne, obawiam się, że turyści raczej omijaliby ją wielkim łukiem. Takich małych miasteczek na Słowacji jest bardzo dużo, dlatego ciężko mi zrozumieć komentarze nazywające to miejsce „perełką”. Ale oczywiście wszystko jest kwestią gustu 😉 i wierzę, że na Wierzbów będą amatorzy – jak chociażby Kami powyżej 🙂

    Odpowiedz
  4. Nigdy nie byłam w takim typie basenu, chociaż myślę o tym od dawna, ale jakoś nigdy nie jestem w okolicy. Słowację bardzo lubię, np. w tym roku odkrywaliśmy uroki Małej i Wielkiej Fatry. Oprócz gór i walorów natury, podobają mi się właśnie takie miasteczka jak opisywany przez Ciebie Vrbov.

    Odpowiedz
  5. W tamtych okolicach miałam okazję odwiedzić tylko Starą Lubovną ale zapałałam ogromną miłością do tego rejonu. Mam nadzieję, że kiedy już zrobię to prawko to wyruszę na ponowną wycieczkę 🙂

    Odpowiedz
  6. Byłem tam raz, oprócz źródeł to jednak mało popularna miejscowość. Ciężko sobie wyobrazić, że kiedyś tętniło życiem i było tak ważne.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close