Trekking nad jezioro Ala Kul – Kirgistan

Posted By on 21 lipca 2016

Jeden wniosek nasunął nam się od razu po powrocie z tej wycieczki – nie doceniliśmy Kirgiskich gór. Padało codziennie, o oznaczeniu szlaków nie było co marzyć. Padało tak intensywnie, że peleryna i buty nie wytrzymały 15 minut.

Wyprawę najlepiej podzielić jest na trzy dni. Szlak zaczyna się w miejscowości Ak Suu, jakieś 20 minut marszrutka od miasta Karakol. Wysiadamy na rozwidleniu pomiędzy Ak Suu kurort, a miejscowością. Pierwszy etap wędrówki obejmuje trasę od Ak Suu do Altyn Arashan i trwa około 4 godzin i wiedzie wzdłuż rzeki Arashan. Dochodzimy do doliny Altyn Arashan. W przewodniku Lonley Planet napisali, że są tam tylko dwie chaty. W rzeczywistości jest ich więcej, stoją nawet jurty.

  

W kilku domkach są gorące źródła z radioaktywna wodą. Można z nich skorzystać także na dziko. Z tego miejsca przy ładnej pogodzie widać lodowiec Pik Palatka 4260 m.n.p.m (palatka z rosyjskiego – namiot). Przewodnik błędnie przytaczał czas marszu do jeziora Ala Kol – 4 godziny. W rzeczywistości jest to dużo więcej. Decydujemy się na pierwszy z brzegu domek, przemoczeni i zmarznięci nie mamy ochoty nawet szukać kto ma taniej, zostajemy i już. Ważne, że nasze mokre ciuchy będą mogły wyschnąć na piecu.

Wieczorem cała chata czekała na powrót Słowaków. Okazało się, że wyszli rano i do wieczora nie wrócili. Okazało się, że trasa zajął im tam i z powrotem 14 godzin. Notabena byli cennym źródłem informacji. Nikt tak dobrze nie opowiada jak inni turyści, którzy już doświadczyli czegoś co chcesz doświadczyć ty. Miejscowi machali ręką i mówili dasz radę i tyle. Dla Słowaków było to nie lada wyzwanie.

 Wstaliśmy bladym świtem i wyruszyliśmy o 6:40. Ponieważ szlaków w górach brak, za informację służyli nam miejscowi pasterze. Nawet jak byli gdzieś na wysokości jak krzyknęło się słowo Ala Kol pokazywali rękami w która stronę należy iść. W trakcie trasy należy dwa razy przejść tą samą rwącą rzekę. Po deszczu jej poziom gwałtownie wzrasta i nieraz nie ma możliwości przekroczenia jej na sucho.
Po jakiś 5,5 godzinach myśleliśmy, że Ala Kul to jest to ….


Na szczęście przed wyjazdem pogooglałam sobie i musiałam poinformować męża, że niestety to jeszcze nie jest nasz cel. Drogę umilały mi nieznane kwiaty górskie, nisko krążące nad ofiara orliki czy tez orły (specjalista nie jestem) oraz liczne świstaki.

 

Po około 6,5 godzinach dociera się pod prawie pionowa górę. Oczom nie chce się wierzyć, że nasz cel jest po jej drugiej stronie. Wejście na szczyt zajmuje około godziny i jest bardzo ciężki bez specjalistycznego sprzętu. Sprawę utrudnia to czym ta góra jest pokryta. Miałki żwirek nietrzymający się kupy. Tak więc z każdym krokiem ślizgają się stopy, a ręce nie mają się o co zaczepić.


A na szczycie (3800 m.n.p.m) widok na jezioro Ala Kul (3532 m.n.p.m). Widok lazurowej tafli jeziora zrekompensował trudy wielogodzinnej wędrówki. Nie da się tam wobec czego ten widok – widok Ala-Kul zarezerwowany jest dla tych, którzy wejdą tam o własnych siłach.

Jezioro nie jest duże, ma 9.46 km2 (długość 2.3 km, szerokość: 0.7 km). Jezioro pierwszy raz zostało opisane w 1811 roku przez podróżnika Putimtsoffa.


W drodze powrotnej oczywiście nas zlało. Jakby w górach zegar wybijał 14:00 i wtedy właśnie zaczyna lać! Cała trasa zajęła nam 11 godzin. Może zajęła by nam więcej, ale gdy zaczęło padać i grzmieć porostu zaczęliśmy biec.

Masz ochotę poczytać trochę więcej o Kirgistanie zajrzyj tutaj! Spodobał ci się tekst? Masz uwagi lub komentarze? Podyskutuj, polub, dodaj +1. Dziękuję!

A tutaj znajdziecie namiary na kwaterę w Altyn Arashan 🙂

This article has 14 comments

  1. Dla takiego widoku warto się pomęczyć! Chociaż z tego co czytam pogoda dała Wam popalić. Ale jezioro i okolice mistrzostwo świata szczególnie, że te rejony są mi kompletnie obce.

    Odpowiedz
  2. Co za przygoda :). Inaczej jest się gubić a miescie a inaczej w gorach. Właściwie lubię nieoznakowane szlaki ;). Tylko warunki pogodowe muszą byc ok.

    Odpowiedz
  3. Super widoki, aż chce się tam być! Trasa wyrysowana na tablicy informacyjnej.. no cóż:) Czyli kolejny kraj, w którym muszę się pojawić.

    Odpowiedz
  4. Widoki, dla których trzeba przelać trochę potu, zawsze zwalają z nóg! Super wyprawa i te gorące źródła z radioaktywna wodą brzmią zachęcająco:D

    Odpowiedz
  5. „Wejście na szczyt zajmuje około godziny i jest bardzo ciężki bez specjalistycznego sprzętu. Sprawę utrudnia to czym ta góra jest pokryta. Miałki żwirek nietrzymający się kupy.” – nie wiem jaki specjalistyczny sprzęt masz na myśli, moim zdaniem zwykłe kije trekkingowe pewnie by pomogły. 😉 Tak czy siak, warto było się wdrapać, bo widoki wprost genialne! 🙂
    3800 m to już spora wysokość – mieliście jakieś problemy aklimatyzacyjne czy poszło gładko?

    Odpowiedz
    • problemów aklimatyzacyjnych raczej nie było, spędziliśmy noc na wysokości prawie 3000 mnpm wiec może to pomogło. Specjalistyczny,hm… miałam raczej na myśli jakiś czekan, coś czym można by było się wbić w ten żwirek, a nie palce 😉

      Odpowiedz
  6. Cudowny ten widok na jezioro, ale zdjęcie z pionowej ściany pokrytej żwirkiem mrozi mi krew w żyłach. Powiem szczerze, że chyba spanikowałabym na takim podejściu, że spadnę 🙂

    Odpowiedz
  7. O jesu, jak tam pięknie, a jak ciekawie wyszłyby zdjęcia zrobione 360, to byłaby panorama wow. I te dziwne kwiaty do mnie przemówiły acz musiałam im się wnikliwie przyjrzeć 😉 To wyprawa wam się udała 🙂

    Odpowiedz
  8. Zauroczyła mnie panorama nietuzinkowych gór,jezioro,tamtejsza flora i mieszkający tam ludzie.Barwne opisy,niekiedy z humorem przybliżają nam sposób bycia, postrzegania innych nacji, dowiadujemy się o ich zwyczajach,rozrywkach,czy zabawach,miło że Pani Tatianie się udało.Nie polecam zalotów przez uwięzienie przyszłej” panny młodej”. Wyrażam współczucie w związku z wyczerpaniem organizmu podczas wspinaczki na górę po 6,5godzinach wędrówki.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close