Co to takiego?

Posted By on 2 marca 2016

Czym kierujecie się wybierając cel podróży? Sprawdzacie czasem/ często/ zawsze w Internecie miejsca, w które chcecie dotrzeć, jak wyglądają? Ja prawie zawsze. I naszła mnie taka refleksja, czy w poznawaniu czegoś jest jeszcze jakakolwiek przyjemność skoro wszystko można zobaczyć w sieci? Czy jest jakiś pierwiastek podniecenia, skoro w sumie widziało się coś tyle razy, z tym, że nie na żywo?

Mimo tego, że zawsze sprawdzam okoliczne atrakcje w Internecie, zawsze znajdzie się coś, co oferują okoliczne biura podróży lub informacje turystyczne, a czym jesteśmy zainteresowani, a nie wiedzieliśmy wcześniej. Kilkakrotnie okazało się, że jest to pogoń za niczym.

Słyszeliście kiedyś o Dolmenie? Przed wycieczką do Prowansji my nie mieliśmy bladego pojęcia o co chodzi. Zwiedzaliśmy wówczas tę część Francji z biurem podróży. Trafił nam się ambitny pilot, wręcz fanatyk Francji, więc było ciekawie i interesująco. Tak więc, nasz pilot pewnego popołudnia stwierdził, że niedaleko miejsca w którym się znajdujemy odkryto Dolmen – tajemniczy, magiczny kamień neolityczny. Wszyscy zachwyceni, jeah! Cos nowego, super – Jedziemy! W tym momencie pomijam ile zajęło nam ów Dolmen znaleźć, szczególnie że jeździliśmy kręcąc się w kółko autokarem, a „tego dolmena” nigdzie nie było! W końcu jedno bystre oko zauważyło tabliczkę, cała wycieczka wyskoczyła z aparatami obfotografować cudowny kamień (całkiem jak Japończycy), ale część z nich zrezygnowała gdy zobaczyła to:

Jakieś 30 km od Tallina znajduje się osada Wikingów. Do wizyty namówił nas właściciel hostelu w którym mieszkaliśmy. 3 bilety autobusowe i 60 minut później staliśmy pod brama osady. Wyobrażenia były ogromne, strona internetowa obiecywała wiele, ale oczekiwania zderzyły się z rzeczywistością i ….. oceńcie sami (Vikinge kula, Saula)

Osada wyglądała na opuszczoną i zaniedbaną, obiecywanych wikingów ni chuchu, jedynie jakieś tekturowe imitacje. Szkoda tylko, że autobus jeździł raz na 3 godziny L Najfajniejszą rzeczą w tej wyprawie było znalezienia znaku drogowego ostrzegającego przed żabami.

Więcej takich wpadek było zanim Internet na dobre zagościł w moim domu, bo przecież jeszcze z 15 lat temu większość obiektów nie miała strony, a nawet informacji. Wtedy korzystało się z przewodników drukowanych, nieraz już nieaktualnych. A na miejscu to dopiero był „zonk”. Np. na Słowacji – (Gerulata – Rusovce k. Bratysławy)

A wy jak zaczynacie planować swoje wyjazdy? Sprawdzacie miejsca wcześniej w Internecie? Zdarzyło wam się być zawiedzionym? Mój mąż wychodzi z założenia, że nie ogląda niczego w necie, ufa moim wyborom. Przez to nieraz lądujemy w bezludnych okolicach (dla mnie magicznych), lasach bez szlaków (romantycznych), ruinach/ skamielinach ( z historią), itp.

Spodobał ci się tekst? Masz uwagi lub komentarze? Podyskutuj, polub, dodaj +1. Dziękuję!

Follow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close